piątek, 23 lipca 2010

Niedźwieź Jack i Yeti

Witajcie! Wiem, że miałam wcześniej umieścić to opowiadanie na blogu, ale miałam tyle spraw na głowie! Posłuchajcie:

Daleko, daleko od Polski (bo na Antarktydzie) mieszkał niedźwiedź polarny Jack. Miał on już parę lat. Nawet najstarszy mieszkaniec Antarktydy mawiał:

-On jest tu od zawsze. Kiedy przyszedłem na świat, on już był staruszkiem.

Dlatego też wszyscy mieszkańcy myśleli, że ma już z około 600 lat i może to była prawda. On sam często mówił:

-Gdy się urodziłem nie było jeszcze dinozaurów.

Niektórzy mu wierzyli, a niektórzy nie.

-Przecież nie może być taki stary! –powiadali.

Nikt do końca nie znał jego wieku, dlatego mówili na niego „Stary, bo Stary”. I taki mu już przydomek został. Któregoś dnia Jack pił malinową herbatę. Siedział na stołku i machał nogami dla rozgrzania, bo było wyjątkowo zimno. „Takiego mrozu nie było od czasu jak Diomek (Jack zawsze mówił, że jak pojawiły się dinozaury przygarnął sobie jednego i nazwał „Diomek”) dostał ataku kichania. Mówię wam- jak kichał powietrze zmieniało barwę i temperament.” –pomyślał sobie i zaśmiał się ochrypłym głosem. Nagle usłyszał głośne pukanie. Spokojnym krokiem podszedł do drzwi i otworzył je. Z dworu wbiegła przemarznięta pingwinia mama i zaczęła krzyczeć:

-Dziecko! Moje dziecko! Yeti i… Porwanie! Dziecko! Moje dziecko!

-O co ci chodzi Mary? –spytał zdziwiony Jack.- Wiem jak kochasz swoje dziecko, ale nie musisz tak o nim krzyczeć! I po co w twojej wypowiedzi Yeti? Wogule to… Uspokój się!

-Dobrze. Już. Zaraz.

Mary zaczęła bardzo powoli oddychać. Brała głębokie wdechy i wydechy. Po kilku minutach zaczęła liczyć do 10. Kiedy skończyła powiedziała:

-Już się uspokoiłam.

- Dobrze –powiedział niedźwiedź- W takim razie usiądź i spokojnie powiedz co się stało.

Pingwinia mama usiadła i zaczęła mówić:

- Przed sekundą razem z moim synkiem Paulem jadłam lunch. Wtem drzwi od naszego domu otworzyły się i wbiegł Yeti! Wziął mojego synka mówiąc „Może teraz coś powiesz!” i uciekł. Od razu przybiegłam do ciebie. Musisz mi pomóc. Paul jest w niebezpieczeństwie!

-Hmm… -zastanawiał się Jack.- Jeśli jest tak jak mówisz to musimy go natychmiast ratować. Yeti jest bardzo groźny. Bardzo. Dlatego też pomogę ci, Mary. Zaczekaj u mnie. Do póki Yeti jest na wolności, twój dom nie jest bezpieczny.

-Czemu mój nie jest, a twój jest bezpieczny?

-Bo w twoim domu mieszka też porwane przez niego dziecko.

-Mój Paul! –krzyknęła Mary i zapłakała.- Pośpiesz się Jack!

-Obiecuję, wrócę jak najszybciej z żywym Paulem.

-Dobrze.

Niedźwiedź wziął gruby szal oraz grubą czapkę i wyszedł. Było naprawdę bardzo zimno, więc biegł, a nie szedł. Kiedy znalazł się 10 metrów od domu Yeti, znacznie się pozimniało. Im dalej szedł, tym było mroźniej. Po prawej i lewej stronie stały zamrożone zwierzęta.

-Jak dobrze, że się ciepło ubrałem. –powiedział Jack choć myślał, że to nie temperatura zamieniła ich w lód. Ostrożne i bardzo cicho wślizgnął się do tego domku. Schował się pod stół i przyglądał wszystkiemu. Zobaczył małego pingwina, który siedział na ławce i jakąś szarą postać, która się czemuś przyglądała. Nagle

odeszła i poszła w kierunku pingwina. Jack wychylił szyję, żeby zobaczyć czemu się przyglądał. Ku jego zdziwieniu było to… Polskie 5 złotych w monecie.

-A więc powiadasz, że nie widziałeś ludzkiej osady –powiedział „szary ludek”.

- Nie, panie Yeti –odpowiedział malec.

-Naprawdę, Paul? –„sztucznie” dziwiło się Yeti.- Naprawdę? To jak wytłumaczysz, że wczoraj w nocy z pod twojej poduszki zabrałem to, to i to?

To mówiąc pokazywał na 5 złotych, lunetę, która wisiała na ścianie i pluszowego misia, który siedział na łóżku.

-Znalazłem –odpowiedział Paul.- Ja to znalazłem.

-Tak? Naprawdę? Nie wiedziałem, że takie rzeczy da się znaleźć tu- na Antarktydzie bez śladów żadnej ludzkiej osady –znów „sztucznie” dziwiło się Yeti.

-A ja nie wiedziałem, że można tak dręczyć małe dzieci –powiedział Jack wychodząc z po stołu.

-Hmm… Mamy gościa! Choć to dziwne bo NIKOGO NIE ZAPRASZAŁEM!!! –krzyknął „szary potwór” i walnął niedźwiedzia w brzuch. Jack oddał mu i walną po głowie i tak zaczęła się walka. Bili się aż pełno było wszędzie kurzu, a Paul wołał:

-Jack! Dawaj Jack! Wygrasz Jack! Jack!

W końcu Yeti wziął kolorowy karabin i wycelował w polarnego niedźwiedzia. Gdy strzelił, nasz bohater zrobił unik i nie oberwał. I to dobrze, bo teraz ścianę zdobił wielki kawał lodu. Ale „szary potwór” nie poddawał się. Strzelał dalej, ale zawsze chybił. Wtem Jack złapał broń i strzelił w Yeti. Jego natychmiast pokrył lód. Paul i Jack świętowali, a potem wrzucili go do oceanu. Yeti odpłynął i na Antarktydzie nikt go więcej nie widział. A Paul cały radosny wrócił do domu i wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Mam nadzieję, że wam się podobało. Jutro książka pisana przeze mnie jak miałam pięć lat, trafi na blog. Do zobaczenia!

Obserwatorzy